Drukuj
Ilustracja tekstu: Warszawa - stolica pojedniania. Grupa ludzi podczas spaceru po Starówce

W ramach projektu WIE „Warszawa-stolica pojednania”oraz przygotowania do finału projektu o tolerancji RETOPEA spacerujemy po wielokulturowej Warszawie, odkrywając jej tajemnice. Dziś zapraszamy was na wiosenny spacer warszawski z poezją w tle. Poezją grupy, której pragnieniem było uczestnictwo i afirmacja życia w odrodzonej Polsce.

Dziś na poetycką kawę do kawiarni POD PICADOREM oraz na wiosenny spacer po Warszawie zaprasza nas Julian Tuwim. Oczywiście tramwajem również pojedziemy…

Grupa Skamander – powstała u schyłku 1919 roku (pierwsze wystąpienie w grudniu) w Warszawie grupa poetycka, która zajęła ważne miejsce w życiu kulturalnym polskiego dwudziestolecia. Rdzeń grupy stanowiło pięciu poetów: Julian Tuwim, Jan Lechoń (właśc. Leszek Serafinowicz), Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz oraz Kazimierz Wierzyński. Wokół nich skupiali się inni, których ze skamandrytami łączyły – oprócz więzi towarzyskich – podobne wybory estetyczne; byli to m.in. Maria Pawlikowska‑Jasnorzewska, Józef Wittlin, Kazimiera Iłłakowiczówna, Stanisław Baliński.

Antoni Słonimski, Jan Lechoń, Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński i Jarosław Iwaszkiewicz przeszli do historii literatury jako „piękna plejada”. Różnili się pochodzeniem, temperamentem, cechami charakteru i poglądami politycznymi, ale potrafili się bezinteresownie przyjaźnić.

Grupa skamander - wspólne zdjęciePoczątki Skamandra związane były z wydawanym na Uniwersytecie Warszawskim od 1916 roku pismem „Pro Arte et Studio”. W listopadzie 1918 roku – inspirowana podobnymi przedsięwzięciami w Rosji – powstała w Warszawie kawiarnia poetów „Pod Picadorem”. „Picador” stał się zarazem miejscem, gdzie kształtowały się nowe formy kontaktu twórcy z publicznością: kontaktu bardzo bezpośredniego, posługującego się żartem, drwiną, zabawą, przebiegającego w kabaretowo‑karnawałowej atmosferze.(www. epodreczniki.pl/a/grupa-skamander-i-ewolucyjny-wzorzec-poetyki)

Warszawa 1818„Jesienią 1818 r., w pamiętny dzień dwudziestego dziewiątego listopada, kiedy Warszawa wrzała, gdy tłumy snuły się po mieście w gorączkowym uniesieniu, w tych dniach, gdy słowa „wolność”, „niepodległość”, „Polska”, „komunizm”, „rewolucja” nie miały w sobie odcienia szarej codzienności lub nawet rozczarowania albo zniechęcenia – byliśmy pełni zapału, sił i nadziei. Wieczorem w dniu otwarcia Picadora zebrała się cała elita współczesnej Warszawy”– pisał Antoni Słonimski.

Wczuliśmy się w ten rytm młodości i wyzwolenia, aranżując nasz własny zachwyt dla witalizmu wolności natury.

nasza ekipa w terenie

Co działo się w kawiarni pod Pikadorem?

Pomysłodawcą i sponsorem klubu-kawiarni „Pod Picadorem” był Tadeusz Raabe. Chciał  stworzyć miejsce na wzór kawiarni futurystycznych poetów w Moskwie i Petersburgu. Podobno pomysł narodził się w tramwaju i podobno była to „siedemnastka” (chociaż sam Tadeusz Raabe twierdził, że była to „trójka”).(…)W kawiarni dostępna była tylko tylko kawa i herbata, ale program artystyczny był tak atrakcyjny, że codziennie między 21.00 a 23.00 sala była pełna. Wśród stałych gości była m. in. Lucyna Messal, Bardzo popularna w tamtych czasach aktorka, śpiewaczka i tancerka operowa. Zaglądali tam również Stefan Żeromski i znany krytyk literacki Adolf Nowaczyński.

Sami poeci po skończonym wieczorze literackim często przenosili się na przeciwko do restauracji „U Turka” przy  Nowym Świecie 64. Tam zamawiali sznycle z jajkiem, szarlotkę i turecką kawę. Wiadomo, nie samą poezją człowiek żyje.” 

Czytaj dalej:https://www.dziendobrywarszawo.pl/skamandryci/

warszawska Starówka

Skamandryci o sobie: Nasz program to brak programu

Słowo wstępne do "Skamandra", 1920, nr 1

„Nie występujemy z programem, gdyż programy są zawsze spojrzeniem wstecz, są dzieleniem nieobliczalnego życia przez znane. Można mówić o programie niedzielnej wycieczki za miasto, ale kto powiedzieć potrafi, jaki był program Kolumba wiodącego swe galeony przy bladych gwiazdach, aby nadprogramowo odkryć Amerykę: kto powie, że tu program był najważniejszem? Czego innego żąda się od Kolumbów, wypływających na zawsze nieznane morza, i dlatego my, którzy nie wiemy, kędy powiodą nas jutro nieposłuszne, a odkrywcze stopy, nie kreślimy programu. Świat jest przed nami! Oto program każdej kolumbowej drogi. Świat i my i wszystko jest dla nas w pełnym chaosie stawania się, wiemy na pewno, że za węgłem każdego domu czeka nas przygoda i bajka, i czujemy, że wielkie miasta i ciche wsie pełne są naszych bliskich nieznajomych, z którymi każda chwila zetknąć nas może. A każde nowe spotkanie, to nowy zakręt drogi, nowe, niewidziane nigdy krajobrazy, na które nie chcemy zamykać oczu – w imię… programu. Nie możemy więc powiedzieć, dokąd idziemy i jaki jest cel podróży, ale wyznamy coś znacznie ważniejszego: skąd wychodzimy, i jaka jest wiara, która wiedzie nas przez kolumbowe morza.
Wierzymy głęboko w dzień dzisiejszy, którego dziećmi wszyscy się czujemy. Rozumiemy dobrze, iż nic łatwiejszego, jak nienawidzić to nasze „dziś”, do którego nikt przyznać się nie chce. Nie chcemy przeoczać zła, ale miłość nasza jest nad wszelkie zło silniejsza: dlatego kochamy dzień dzisiejszy niezachwianą, pierwszą miłością, jesteśmy i chcemy być jego dziećmi.”

(źródło: https://nowawarszawa.pl/warszawa-przedwojenna-w-kolorze)

A teraz zapraszamy w świat Tuwima.

Wyobraźmy sobie, że przenosimy się w wiosenny klimat warszawskiego dwudziestolecia i wędrujemy przez miasto ze Skamandrytami, upojeni ich twórczością.

Do krytyków (J.Tuwim)

przedwojenna Warszawa

A w maju
Zwy­kłem jeź­dzić, sza­now­ni pa­no­wie,
Na przed­niej plat­for­mie tram­wa­ju!
Mia­sto na wskroś mnie prze­szy­wa!
Co się tam dzie­je w mej gło­wie:
Pędy, za­pę­dy, ognie, ogni­wa,
We­so­ło w czu­bie i w pię­tach,
A naj­we­se­lej na skrę­tach!
Na skrę­tach - ko­li­ście
Za­gar­niam za­chwy­tem ra­mie­nia,
A drze­wa w po­ry­wie na­tchnie­nia
Sza­le­ją wio­sen­ną wo­nią,
Z ra­do­ści pęka pą­ko­wie,
Uli­ce na alarm dzwo­nią,
Maju, maju! - -
Tak to jadę na przed­niej plat­for­mie tram­wa­ju, Wiel­ce sza­now­ni pa­no­wie!

pomnik Mikołaja KopernikaSłowisień (J.Tuwim)

W bia­ło­drze­wiu ja­śnie dzni sło­necz­ko,
Mio­dzie zło­ci bia­ło­pa­łem ży­śnie,
Drze­wia peł­ni psz­cze­lą i pa­siecz­ną,
A przez li­ście kra­śnie pęk sło­wi­śnie.
A gdy sier­piec na na­bło­czu ły­ście,
W cie­niem ciem­nie jeno nie­do­śpie­wy:
W bia­ło­drze­wiu ćwir­nie i sre­bli­ście
Sło­dzik sło­wi sło­wi­sień­skie cie­wy.


A co dalej działo się z Tuwimem, zapraszamy do zapoznania się z naszym artykułem:  Przedstawiamy wam nasz artykuł, w którym wykorzystujemy materiały RETOPEA - link do artykułu.  

 

Grupa projektowa WIE, Koło Dziennikarskie, zdjęcia archiwalne i własne (w tym Agaty Kaczorowskiej z klasy II ap)